wtorek, 10 grudnia 2013

Szósty miesiąc już nadszedł..

Obiecywałam sobie, że kiedy Malutek skończy sześć miesięcy, zostanie przeniesiony do swojego pokoiku. Zgodnie z założeniem, powinno się to odbyć 5 dni temu. Nie dałam rady, bo:

ad1. pomimo tego, że budzę się na każde Jego westchnienie (kiedy westchnień brak to też się budzę i sprawdzam, czy oddycha) i jestem wiecznie zmęczona, Buba sprawia, że śpię spokojniej (powaga to jest niesamowite, jak Jego obecność potrafi uspokajać),
ad2. uwiebiam budzić się widząc tą piękną buźkę (lub plecki..),
ad3.On lubi zasypiać, trzymając mnie za paluch, smyrając po podbródku lub ręce,
ad4. po skończeniu sześciu miesięcy ma kolejne szczepienie - tak, po rozmowie z polską położną na oddziale poporodowym, zadecydowaliśmy, żeby szczepić. Im więcej czytałam na temat odczynów poszczepiennych, tym mniej wiedziałam. Przekonał mnie fakt śmierci w Galway niemowlęcia nieszczepionego,
ad5. no kto Mu będzie wkładał smoka, kiedy będzie cichutko popłakiwał przez zły sen..??

Tak więc widzicie moi mili, że decyzja nie będzie prosta i prawdopodobnie, zostanie odłożona na "za jakiś czas"..

Od około trzech tygodni, Bubszter ćwiczy swój piękny głosik, który jest bardzo donośny, po mamusi.. Dobrze, że mieszkamy na osiedlu emerytów, 98% z nich jest przygłucha. A tak oto wygląda krzyczący Malutek:














Miłego dnia!

niedziela, 10 listopada 2013

Tańce wygibańce, czyli przykłady lądowania okołopoduszkowego.

 Tą razą ciut więcej zdjęć.
"Lądowanie okołopoduszkowe" miało swe początki, kiedy Malutek zaczął się więcej ruszać i przemieszczać po znajomej, otaczającej Go powierzchni płaskiej. Wychodzę zaparzyć sobie herbatę, a Bubę zostawiam w łóżeczku na 2min. Wracając, znajduję  jak gdyby nigdy nic, nieruchomo, z ogromnym uśmiechem, po skosie, pod poduszką. Idę po butlę z pokarmem, Kwiatek leży na brzuszku na karimacie. Wracam, zastaję Szkraba obok, spoglądającego w telewizor. Zawsze kiedy wracam, jest w innej pozycji, ale akurat nic takiego nie robi, co wskazywałoby chęć dalszego przemieszczenia się. A oto kilka przykładów (niektóre dość ciemne, robiłam je bardzo wcześnie nad ranem):















A teraz z zupełnie innej beczki: zdjęcia, które mnie rozśmieszyły, kiedy szukałam okołopoduszkowych :)


                                                       Superman: "Up, up and away!"

                                       "Wiesz o co chodzi?" - dla tych, co wiedzą o co chodzi
                                                        To jest po prostu eleganckie :D
                                                             "Se pokrzyczę czasem"
                                                              "Co by tu z tym zrobić.."

Zapomniałabym napisać o bardzo ważnej sytuacji sprzed kilku dni. Jesteśmy wszyscy w trójkę w kuchni, Malutek siedzi na moich kolanach, mąż krząta się przygotowując posiłek. Wchodzi jeden z kotów, zaczyna jeść ze swojej miseczki, a Bubulek krzyczy: "Ej!". Spojrzeliśmy na siebie wmurowani, nie wiedzieliśmy, czy to miało miejsce, czy uczestniczyliśmy w zbiorowej halucynacji. Chwila ciszy, "Słyszałaś to?". Nie jestem pewna, czy dzieci w wieku 5 miesięcy mogą świadomie coś powiedzieć? Czy był to zwykły przypadek sytuacyjny, przypadkowa sylaba użyta akurat w trafnym momencie...

środa, 6 listopada 2013

W malutkowym świecie malutkowe sprawy, czyli w matczynych żyłach płynie kawa.

 Godzina 6 rano. To była druga ciężka noc z rzędu. Malutek budził się za każdym razem, kiedy wypadł mu smok. Niechże to ząbkowanie się skończy! Przygotowuję pokarm, nastawiam ekspres do kawy, włączam ogrzewanie. Niosę do pokoju butle, laptop i pierwszą kawę. Wpatruje się w Bąbelka, który jak mruczy niczym mały niedźwiadek. Przeciera oczka, zaczyna kopać kołderkę. Powolutku otwiera patrzałki. W mroku wygląda jak maleńki konstruktor budowli z cukru z filmu lat 80tych "Fraglesy", kojarzycie?


Błyszczące w ciemności oczy zaczynają zamieniać się w migdałki, pojawia się pierwszy ogromny uśmiech dnia dzisiejszego. Macha rączkami jakby był w klubie fitness - tego jeszcze nie widziałam! Oberwałam parę razy w twarz, on też się palnął, ale nie przestawał.
 Kurczę przydałoby mi się urządzenie zapisujące moje notatki myślowe, kiedy tego potrzebuję. Życie z Malutkiem jest jak bardzo dobry film akcji: tyle się dzieje godnego uwagi, że pod koniec dnia ze zmęczenia nie jestem w stanie tego zapamiętać, a bardzo chciałabym uwiecznić/przekazać. Na zwykły dyktafon nie mam czasu i brak mi rąk, przydałoby się urządzenie z filmów science fiction, zewnętrzny przekaźnik neuronów, połączony z danym urządzeniem. Niektóre pomysły scenarzystów ułatwiłyby nam życie. Teleport, tak bardzo popularny w tym rodzaju kina, byłby bardzo użyteczny.
 Kawa numer dwa. Zanim Kwiatek się urodził wkurzały mnie kobiety kwiczące na widok swoich pociech. Teraz wiem o co biega, ja staje na głowie, żeby Leon był jak najczęściej uśmiechnięty, żeby dostawał mega wielką dawkę serotoniny, endorfin i cholera wie jakich jeszcze hormonów szczęścia, żeby Jego maleńki móżdżek rozwijał się prawidłowo i żeby wyrósł na tak szczęśliwego i wesołego człowieka jakim jest Jego tato.
 Godzina 9, idziemy budzić ojca! Wchodzimy do sypialni, tatulek się budzi, Kwiatuszek obdarza go największym uśmiechem dnia - obserwowanie ich relacji jest niesamowite, topnieje każde serducho! Powitanie i czułości trwają nieco dłużej, więc mam czas na kolejną kawę i przygotowanie śniadania. Zanim mój mąż wyjdzie do pracy, wchodzi jeszcze jedna kawa - dziękuję serdecznie wynalazcy ekspresu do kawy, oszczędza mi on czas i zbędne czynności związane z przygotowaniami.
To by było na tyle dnia dzisiejszego. Malutek domaga się atencji. A oto nasza wesoła rodzinka 6 dni po narodzinach naszej pociechy :)

piątek, 1 listopada 2013

W trochę mniejszym skrócie, czyli małymi krokami zbliżamy sie do formy o jaką mi chodziło.

 Jednak dość ciężko czyta się blog bez polskiej czcionki. Teraz postaram się ciut bardziej.
 Dzisiejszej nocy Malutek chciał przywłaszczyć sobie wszystkie kołdry tego świata - włącznie z moją (coraz silniejszy ten mój chłopak). Zapomniałam napomknąć, że śpimy razem. Uwielbiam zasypiać i budzić się przy Nim, widzieć codziennie po przebudzeniu Jego ogromny, szczery uśmiech na mój widok, wyrażony całą malutką buźką. To jest niesamowite uczucie kiedy wiesz, że samą swoją obecnością kogoś tak bardzo uszczęśliwiasz, kiedy śpiewasz kołysankę jakże wyśmienicie fałszującym głosem, a On uspokaja się i zasypia.. Serce roście!
Dlatego też nie potrafię zostawić Maleństwa nawet na kilka godzin i iść w tany - to czego wiele osób ode mnie oczekiwało zapraszając na imprezy. Nie jestem jeszcze gotowa i wydaje mi się, że on również. Do pół roku dziecko myśli, że ono i mama to jedność, więc wyobraźcie sobie co szkrabek czuje kiedy zabraknie tej połówki.. Przez pozostawanie prawie 24h na dobę z Leonem straciłam kilku znajomych, którym brakowało empatycznego podejścia. Dało mi to również możliwość zbliżenia się do osób spodziewających się lub posiadających potomstwo. Tak więc jakaś równowaga została zachowana na świecie. Jak już wcześniej wspomniałam, ON JEST NAJWAŻNIEJSZY i jeśli ktoś nie jest w stanie tego zaakceptować, trudno, nie pójdę w kącik i się nie popłaczę..
 Nie mogę napatrzeć się na Bubę jak śpi.. Powoli wreszcie zaczyna wyglądać jak ja! Po narodzinach to była mini kopia tatusia.Niedługo się wybudzi z drzemki i będzie machał tymi malutkimi rączkami w poszukiwaniu moich i mojej twarzy.
 Aha zapomniałabym wspomnieć, że od półtora miesiąca ząbkuje, tak, skończył 3 i pół miesiąca i zaczął się ten ciężki okres. od paru dni przerodził się w horror. Bardzo długi płacz i wgryzanie się we własne i moje ręce niczym zombie spragnione mięsa ludzkiego.. Nawet odgłosy przy tym są iście filmowe.. Biedactwu pomagają żele na ząbkowanie - ale na jakieś 30 minut. Daje nam to czas na ululanie, jednak przez wieczny ból sen jest bardzo płytki. Nastały ciężkie czasy........

czwartek, 31 października 2013

Poczatek - lepiej pozno niz wcale

 Malutek ma juz prawie 5 miesiecy, wiele Was ominelo ale dopiero teraz zdecydowalam sie rozpoczac pisanie.
 Wybaczcie bledy gramatyczne oraz brak polskiej czcionki, ale zyjac na emigracji odzwyczailam sie od uzywania jej. Jest mi o wiele prosciej i szybciej pisac w ten sposob (a jak wiadomo majac malucha nie cierpimy na nadmiar czasu).
  Bycie rodzicem zmienia dotychczasowy punkt widzenia na wiekszosc rzeczy. Jest to niesamowite doswiadczenie, ktorego nie zrozumie osoba nie posiadajaca jeszcze potomstwa. Eksplozja uczuc, ktorych w zyciu byscie sie nie spodziewali, mega przyspieszenie dojrzalosci emocjonalnej, dazenie do tego, aby szkrabowi bylo jak najlepiej kosztem wszystkiego. Tak wiec priorytety w zyciu ulegly niebagatelnej zmianie. Obecne tatuaze na ciele potwierdzajace moje zaangazowanie w walke o prawa zwierzat nie maja juz takiego znaczenia. Teraz liczy sie tylko On i Jego dobro. Moja najwieksza milosc - Leon. Ucieszylam sie nawet kiedy uslyszalam tuz po porodzie, ze dziecko ma ta sama, rzadka grupe krwi co ja, 0RH-, bo gdyby cos sie dzialo moge byc dla Niego dawca.
 Teraz w mega wielkim skrocie, co dzialo sie przez te 5 miesiecy:
Kooooooooooolki..... Ok drugiego tygodnia po urodzeniu zaczely sie.. 2 tygodnie zastanawialam sie, czy podac Malutkowi kropelki na ta jakze wkurzajaca przypadlosc, zawierajace aspartam - znana substancja rakotworcza. Ale uwierzcie, gdybyscie obserwowali swoja pocieche cierpiaca kilka godzin dziennie po kazdym posilku, placzaca i zwijajaca sie z bolu, dalibyscie jej wszystko aby zlagodzic ten cholerny bol. Jak to powiedziala znajoma, za 30 lat na porzadku dziennym beda lekarstwa na raka. Niestety do tej wiochy zabitej dechami zwanej Irlandia, nie dochodza i nie sa znane naturalne lekarstwa pomagajace w walce z kolkami, czyli probiotyk. Dopiero w trzecim miesiacu Jego zycia dowiedzialam sie od znajomej z Polski - dziekuje serdecznie Roxy - o ich istnieniu. Tak wiec od tej pory zastosowalam te kropelki.
Kiedy kolki minely Leon zaczal w ekspresowym tempie sie rozwijac, rozpoznawac twarze, glosy, odkryl swoje raczki, zaczal je koordynowac podajac sobie przedmioty z jednej do drugiej, eksperymentowal z dzwiekami, ktore wydawal, ostatnio odkryl swoje ucho - wklada ciagle kciuka a reszta paluszkow napierdziela o nie, no i plucie - jak znajde troszke wiecej czasu wkleje zdjecia i filmik z pluciem, bo to jest cos swietnego. To by bylo na tyle dnia dzisiejszego, Kruszyn zacznie sie niedlugo budzic. Milego dnia!