Godzina 6 rano. To była druga ciężka noc z rzędu. Malutek budził się za każdym razem, kiedy wypadł mu smok. Niechże to ząbkowanie się skończy! Przygotowuję pokarm, nastawiam ekspres do kawy, włączam ogrzewanie. Niosę do pokoju butle, laptop i pierwszą kawę. Wpatruje się w Bąbelka, który jak mruczy niczym mały niedźwiadek. Przeciera oczka, zaczyna kopać kołderkę. Powolutku otwiera patrzałki. W mroku wygląda jak maleńki konstruktor budowli z cukru z filmu lat 80tych "Fraglesy", kojarzycie?
Błyszczące w ciemności oczy zaczynają zamieniać się w migdałki, pojawia się pierwszy ogromny uśmiech dnia dzisiejszego. Macha rączkami jakby był w klubie fitness - tego jeszcze nie widziałam! Oberwałam parę razy w twarz, on też się palnął, ale nie przestawał.
Kurczę przydałoby mi się urządzenie zapisujące moje notatki myślowe, kiedy tego potrzebuję. Życie z Malutkiem jest jak bardzo dobry film akcji: tyle się dzieje godnego uwagi, że pod koniec dnia ze zmęczenia nie jestem w stanie tego zapamiętać, a bardzo chciałabym uwiecznić/przekazać. Na zwykły dyktafon nie mam czasu i brak mi rąk, przydałoby się urządzenie z filmów science fiction, zewnętrzny przekaźnik neuronów, połączony z danym urządzeniem. Niektóre pomysły scenarzystów ułatwiłyby nam życie. Teleport, tak bardzo popularny w tym rodzaju kina, byłby bardzo użyteczny.
Kawa numer dwa. Zanim Kwiatek się urodził wkurzały mnie kobiety kwiczące na widok swoich pociech. Teraz wiem o co biega, ja staje na głowie, żeby Leon był jak najczęściej uśmiechnięty, żeby dostawał mega wielką dawkę serotoniny, endorfin i cholera wie jakich jeszcze hormonów szczęścia, żeby Jego maleńki móżdżek rozwijał się prawidłowo i żeby wyrósł na tak szczęśliwego i wesołego człowieka jakim jest Jego tato.
Godzina 9, idziemy budzić ojca! Wchodzimy do sypialni, tatulek się budzi, Kwiatuszek obdarza go największym uśmiechem dnia - obserwowanie ich relacji jest niesamowite, topnieje każde serducho! Powitanie i czułości trwają nieco dłużej, więc mam czas na kolejną kawę i przygotowanie śniadania. Zanim mój mąż wyjdzie do pracy, wchodzi jeszcze jedna kawa - dziękuję serdecznie wynalazcy ekspresu do kawy, oszczędza mi on czas i zbędne czynności związane z przygotowaniami.
To by było na tyle dnia dzisiejszego. Malutek domaga się atencji. A oto nasza wesoła rodzinka 6 dni po narodzinach naszej pociechy :)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz