niedziela, 10 listopada 2013

Tańce wygibańce, czyli przykłady lądowania okołopoduszkowego.

 Tą razą ciut więcej zdjęć.
"Lądowanie okołopoduszkowe" miało swe początki, kiedy Malutek zaczął się więcej ruszać i przemieszczać po znajomej, otaczającej Go powierzchni płaskiej. Wychodzę zaparzyć sobie herbatę, a Bubę zostawiam w łóżeczku na 2min. Wracając, znajduję  jak gdyby nigdy nic, nieruchomo, z ogromnym uśmiechem, po skosie, pod poduszką. Idę po butlę z pokarmem, Kwiatek leży na brzuszku na karimacie. Wracam, zastaję Szkraba obok, spoglądającego w telewizor. Zawsze kiedy wracam, jest w innej pozycji, ale akurat nic takiego nie robi, co wskazywałoby chęć dalszego przemieszczenia się. A oto kilka przykładów (niektóre dość ciemne, robiłam je bardzo wcześnie nad ranem):















A teraz z zupełnie innej beczki: zdjęcia, które mnie rozśmieszyły, kiedy szukałam okołopoduszkowych :)


                                                       Superman: "Up, up and away!"

                                       "Wiesz o co chodzi?" - dla tych, co wiedzą o co chodzi
                                                        To jest po prostu eleganckie :D
                                                             "Se pokrzyczę czasem"
                                                              "Co by tu z tym zrobić.."

Zapomniałabym napisać o bardzo ważnej sytuacji sprzed kilku dni. Jesteśmy wszyscy w trójkę w kuchni, Malutek siedzi na moich kolanach, mąż krząta się przygotowując posiłek. Wchodzi jeden z kotów, zaczyna jeść ze swojej miseczki, a Bubulek krzyczy: "Ej!". Spojrzeliśmy na siebie wmurowani, nie wiedzieliśmy, czy to miało miejsce, czy uczestniczyliśmy w zbiorowej halucynacji. Chwila ciszy, "Słyszałaś to?". Nie jestem pewna, czy dzieci w wieku 5 miesięcy mogą świadomie coś powiedzieć? Czy był to zwykły przypadek sytuacyjny, przypadkowa sylaba użyta akurat w trafnym momencie...

środa, 6 listopada 2013

W malutkowym świecie malutkowe sprawy, czyli w matczynych żyłach płynie kawa.

 Godzina 6 rano. To była druga ciężka noc z rzędu. Malutek budził się za każdym razem, kiedy wypadł mu smok. Niechże to ząbkowanie się skończy! Przygotowuję pokarm, nastawiam ekspres do kawy, włączam ogrzewanie. Niosę do pokoju butle, laptop i pierwszą kawę. Wpatruje się w Bąbelka, który jak mruczy niczym mały niedźwiadek. Przeciera oczka, zaczyna kopać kołderkę. Powolutku otwiera patrzałki. W mroku wygląda jak maleńki konstruktor budowli z cukru z filmu lat 80tych "Fraglesy", kojarzycie?


Błyszczące w ciemności oczy zaczynają zamieniać się w migdałki, pojawia się pierwszy ogromny uśmiech dnia dzisiejszego. Macha rączkami jakby był w klubie fitness - tego jeszcze nie widziałam! Oberwałam parę razy w twarz, on też się palnął, ale nie przestawał.
 Kurczę przydałoby mi się urządzenie zapisujące moje notatki myślowe, kiedy tego potrzebuję. Życie z Malutkiem jest jak bardzo dobry film akcji: tyle się dzieje godnego uwagi, że pod koniec dnia ze zmęczenia nie jestem w stanie tego zapamiętać, a bardzo chciałabym uwiecznić/przekazać. Na zwykły dyktafon nie mam czasu i brak mi rąk, przydałoby się urządzenie z filmów science fiction, zewnętrzny przekaźnik neuronów, połączony z danym urządzeniem. Niektóre pomysły scenarzystów ułatwiłyby nam życie. Teleport, tak bardzo popularny w tym rodzaju kina, byłby bardzo użyteczny.
 Kawa numer dwa. Zanim Kwiatek się urodził wkurzały mnie kobiety kwiczące na widok swoich pociech. Teraz wiem o co biega, ja staje na głowie, żeby Leon był jak najczęściej uśmiechnięty, żeby dostawał mega wielką dawkę serotoniny, endorfin i cholera wie jakich jeszcze hormonów szczęścia, żeby Jego maleńki móżdżek rozwijał się prawidłowo i żeby wyrósł na tak szczęśliwego i wesołego człowieka jakim jest Jego tato.
 Godzina 9, idziemy budzić ojca! Wchodzimy do sypialni, tatulek się budzi, Kwiatuszek obdarza go największym uśmiechem dnia - obserwowanie ich relacji jest niesamowite, topnieje każde serducho! Powitanie i czułości trwają nieco dłużej, więc mam czas na kolejną kawę i przygotowanie śniadania. Zanim mój mąż wyjdzie do pracy, wchodzi jeszcze jedna kawa - dziękuję serdecznie wynalazcy ekspresu do kawy, oszczędza mi on czas i zbędne czynności związane z przygotowaniami.
To by było na tyle dnia dzisiejszego. Malutek domaga się atencji. A oto nasza wesoła rodzinka 6 dni po narodzinach naszej pociechy :)

piątek, 1 listopada 2013

W trochę mniejszym skrócie, czyli małymi krokami zbliżamy sie do formy o jaką mi chodziło.

 Jednak dość ciężko czyta się blog bez polskiej czcionki. Teraz postaram się ciut bardziej.
 Dzisiejszej nocy Malutek chciał przywłaszczyć sobie wszystkie kołdry tego świata - włącznie z moją (coraz silniejszy ten mój chłopak). Zapomniałam napomknąć, że śpimy razem. Uwielbiam zasypiać i budzić się przy Nim, widzieć codziennie po przebudzeniu Jego ogromny, szczery uśmiech na mój widok, wyrażony całą malutką buźką. To jest niesamowite uczucie kiedy wiesz, że samą swoją obecnością kogoś tak bardzo uszczęśliwiasz, kiedy śpiewasz kołysankę jakże wyśmienicie fałszującym głosem, a On uspokaja się i zasypia.. Serce roście!
Dlatego też nie potrafię zostawić Maleństwa nawet na kilka godzin i iść w tany - to czego wiele osób ode mnie oczekiwało zapraszając na imprezy. Nie jestem jeszcze gotowa i wydaje mi się, że on również. Do pół roku dziecko myśli, że ono i mama to jedność, więc wyobraźcie sobie co szkrabek czuje kiedy zabraknie tej połówki.. Przez pozostawanie prawie 24h na dobę z Leonem straciłam kilku znajomych, którym brakowało empatycznego podejścia. Dało mi to również możliwość zbliżenia się do osób spodziewających się lub posiadających potomstwo. Tak więc jakaś równowaga została zachowana na świecie. Jak już wcześniej wspomniałam, ON JEST NAJWAŻNIEJSZY i jeśli ktoś nie jest w stanie tego zaakceptować, trudno, nie pójdę w kącik i się nie popłaczę..
 Nie mogę napatrzeć się na Bubę jak śpi.. Powoli wreszcie zaczyna wyglądać jak ja! Po narodzinach to była mini kopia tatusia.Niedługo się wybudzi z drzemki i będzie machał tymi malutkimi rączkami w poszukiwaniu moich i mojej twarzy.
 Aha zapomniałabym wspomnieć, że od półtora miesiąca ząbkuje, tak, skończył 3 i pół miesiąca i zaczął się ten ciężki okres. od paru dni przerodził się w horror. Bardzo długi płacz i wgryzanie się we własne i moje ręce niczym zombie spragnione mięsa ludzkiego.. Nawet odgłosy przy tym są iście filmowe.. Biedactwu pomagają żele na ząbkowanie - ale na jakieś 30 minut. Daje nam to czas na ululanie, jednak przez wieczny ból sen jest bardzo płytki. Nastały ciężkie czasy........